Powered By Blogger

poniedziałek, 12 października 2009

Rozdział 5


Rozdział 5

 Ranek, a co za tym idzie- jak się później okazało – nie należał do najlepszych. To dziś zaczynał się mój już nie za pomocą prywatnie udzielanych lekcji drugi semestr. Marzec jak przystało na angielską pogodę był jednym z bardziej niż beznadziejnych dni. Daniel od rana chodził coraz bardziej smutny, a ja no cóż bałem się to mogę szczerze powiedzieć. Ilona jest chora i leży w domu, a kto wie co Dawid mógł naopowiadać. W ciągu tych kilku miesięcy jakie spędziłem tu w domu zrobiłem jak to mówi Dan duże postępy ku nowemu i miejmy nadzieję lepszemu życiu. Zwolniłem się z pracy, zerwałem stare kontakty, zmieniłem numer, ale jedno się chyba już nigdy nie zmieni. Chodzi o mój wygląd. Plecy, ręce, kawałkiem i nogi rany w tych miejscach goją się wolno i pozostaną duże i obleśne blizny. Stało się. Nie dość że jestem prawie kaleką, ex szmatą, gejem, to jeszcze zboczyłem najprzystojniejsze ciacho w budzie, a czy to moja wina, że się we mnie zakochał? Nie, ale mimo to czuję na sobie jakiś ciężar, że byłem tylko piątym kołem u wozu. Oczywiście Daniel nigdy nie dał po sobie poznać, że jemu jest ciężko, że trzeba mnie przytulić, pocałować, uspokoić, gdy zawsze powracał jeden i ten sam koszmar. Boję się wracać do starego mieszkania więc jak tylko znajdę jakąś LEPSZĄ pracę za odłożone pieniądze wynajmę kawalerkę a jak uzbieram więcej to kto wie może wpłacę jakąś ratę za własne cztery ściany. Marzenia. Moje chyba od zawsze były zbyt nierealistyczne. Chęć śmierci- pomimo że byłem już tak blisko, nie udało się. Chęć bycia przy Danym to jedno się spełniło jak na razie. Gdy teraz jadąc autobusem patrzę na jego piękne czarne oczy, tego samego koloru włosy, i bladą cerę ile przeze mnie przeszedł ile wytrzymał, kocham go jeszcze bardziej. Ale czy on mnie też? Ciągle mnie to nurtuje. Ale zawsze on okazuje mi to z dnia na dzień coraz czulej. On też mi się przygląda, czule, z troską jakbym był dla niego kruchą laleczką zrobioną z porcelany.

  Wysiedliśmy na przystanku przed samym budynkiem internatu. Do szkoły mamy przejść przez jezdnię, ale że dziś niedziela nikt się tam nie garnął. Wszyscy siedzieliśmy w swoich pokojach. Ja i Daniel byliśmy sami. Leżeliśmy na łóżku wsłuchując się w muzykę płynącą z radia.
Światło księżyca ujawnia smutek
Iluminujące chłodem
Rozpacz i przyszłość,
Które przyjaźnią się wewnątrz ciemności

Co teraz będzie jeżeli ktoś się dowie? Mi nic bo do obelg przywykłem, ale co będzie z Danielem?
Zmieniając sekret, który mi powierzyłeś, w znak
Idę dalej poprzez ciszę granatowej nocy

Jak to przyjmie?
Lacrimosa
Jeszcze jeden raz, chciałabym kochać ten promienisty świat,
Który roztrzaskał się daleko stąd i zniknął
Ukryj swoje marzenia we własnych oczach
Aż do momentu kiedy łzy zaczną kapać
Na Twe posępne serce.

Dzień chyli się ku zachodowi. Czuły pocałunek na mym czole
Tajemnicza kareta rozdziela ciemności
I zmierza w kierunku światła
Pułapka zwana marzeniami
Wabi nas prosto w płomienie

-Kocham cię. – Tak mało słów… Tak wiele znaczą….
Żadnego rodzaju krzyk nie dotrze
Do bezlitosnych bogów w niebiosach
Lacrimosa…

Rozpalamy drwa,
Aby pewnego dnia spaliły niebo

Lacrimosa
Chcę bez strachu kochać ten przesiąknięty krwią świat,
W którym się narodziłam
Bardziej niż uzyskać przebaczenie, to Ty wybacz i uwierz we mnie
Policz ilość chwil pełnych płaczu
Na tej posępnej ziemi

Lacrimosa…
Pocałunek na ustach złożony przez mego obrońcę…..Kolejny….Wybawiciela….Niżej, czulej, rozpalając zmysły…..Nic się nie liczy…. Liczysz się ty, my, razem, na zawsze po przez wieki… Cały czas razem.
- Nigdy cię nie zostawię- językiem pieści mą skórę na szyi- będziemy razem zawsze.- Zjeżdża niżej. W pół nadzy. Pieści moje sutki. Delikatnie przygryza i ssie na przemian.
- Kocham….Ach…- rozkosz płynąca z gorących ciał. Ale czy ta przyjemność nie była mą zgubą? Do oczu napływają łzy gdy jego usta znajdują się na linii spodni- Przestań- słaby głos ale znaczy tak wiele. Pieszczoty zostały zaprzestane. Lecz łzy mieszają się ze wspomnieniami. Bolą. Płacz, to jedyne co mi zostało. Czuję że obejmuje mnie, przykrywa, całuje i szepce.
- Poczekam, aż będziesz gotowy. Kocham cię duszą a nie pożądam ciałem, Kocham….

sobota, 3 października 2009

Rozdział 4


Rozdział 4


Dlaczego znowu ja? Co mi odbiło? ,, Zawsze będziesz małą, brudną szmatą – Dawid obrócił się napięcie – nigdy nie uważałem cię za osobę normalną. A tu proszę. Jeszcze rozumiem- pedał, ale żeby puszczać się za pieniądze to już poniżej ludzkiej godności- odszedł. Płacz czy deszcz? Zimno spowodowane pogodą czy bólem złamanego i podeptanego serca….
Jeszcze ci mało?!! Może chcesz kasy co?- Uderzenie. Rozerwana skóra na plecach. – Jedyne co dostaniesz ode mnie to ból nie do opisania i w najlepszym wypadku śmierć- sadystyczny śmiech. Ale czyj? Ból po stracie bliskich osób czy po poranieniu ciała.’’
- Boli- mój szept rozniósł się echem po sali. – Boli- powtórzyłem jakby samo to słowo miało dać ulgę.
- Już leż spokojnie, jestem przy tobie- czyjś spokojny głos, znajomy głos. To Daniel. Głaszcze po głowie i uspokaja. Sen czy jawa? – Dlaczego?- Słyszę jak głos mu się łamie. Wiem o co chodzi. Nie mam odwagi na niego spojrzeć. Nie po samobójczej próbie i po tym…. Jestem brudny i oszpecony. Blizny pozostały a rany w odbycie goją się jeszcze co sprawia mi ból. – Dlaczego, wtedy gdy ja uświadamiam sobie dlaczego w tedy pojechałem do ciebie, jaki był w tym cel…. Dlaczego właśnie w takich sytuacjach człowiek uświadamia sobie, że w ogóle nie zna osoby, którą….- Zrobił pauzę jakby bał się mojej reakcji. Poczułem mocny uścisk ręki i to że kładzie mi na klatce piersiowej- którą kocham.- Momentalnie otworzyłem oczy w zaskoczeniu. Kocha? A może nabija dla większej satysfakcji. Nie to nie w jego stylu. On by mi tego nie zrobił, każdy tylko nie on! W moich oczach pojawiły się łzy. Ciałem targały spazmy płaczu, ale z jakiego powodu? Z jednej strony byłem szczęśliwy, że on nareszcie będzie ze mną, z drugiej jednak cień swój na mą duszę rzucał strach o to że zranię go, będę go brzydził, albo co gorsza zdradzę go.- Przepraszam nie chciałem cię skrzywdzić, jeżeli to dla ciebie….
- Nie, ja już od dłuższego czasu się w tobie podkochiwałem. Jesteś sławny, ja też cię kocham.- Przerwałem mu. Od tak dawna czekałem aż tu nagle się okazuje że on też. Jestem w wniebowzięty takim obrotem spraw. Jego czarne niczym noc spotkały się z moimi. Do tej pory nie można było z jego oczu prawie nic wyczytać. A teraz była w nich radość i troska o drugą połowę. Jego twarz coraz bliżej mojej. Nagle nasze usta połączyły się w jedność a smaki przenikały wzajemnie. Języki walczyły o dominację a ręce Daniela błądziły po moim ciele. Było tak dobrze. Gdy niechętnie oderwaliśmy się od siebie otworzyłem oczy. Był ucieszony. Gadaliśmy tak dłuższą chwilę poczym wynegocjowałem iż on pójdzie do domu się wyspać a jutro po mnie przyjedzie i zabierze do nowego domu.

/*\
Nowy dzień nastał tak szybko że nawet nie pamiętam kiedy się obudziłem. Byłem szczęśliwy jak małe dziecko, któremu ktoś kupił lizaka. Wreszcie oderwę się od przeszłości. Postanowiłem że pierwsze co zrobię, to pojadę do rodziców i Kuby na grób a potem….. potem się zobaczy. Mogłem już coraz swobodniej poruszać chociaż ból nadal powracał po dłuższych dystansach. Nareszcie przyjechali po mnie. Z długiej limuzyny wysiadł jakieś dziesięć lat starszy chłopak. To był on. Uśmiechnął się perfidnie do mnie i lubieżnie oblizał wargi. Strach opanował moje ciało. Otworzył tylne drzwi. Wysiadł z nich Damian. Ja zapewne byłem blady i chyliłem się ku upadkowi. Podbiegł do mnie złapał. Objął, przytulił.
- Co ci jest?
- To on- wypowiedziałem zachrypłym od strachu głosem. Najwidoczniej on też to usłyszał bo mina mu zrzedła, na raz rozległ się odgłos syren policyjnych. Cały szpital został przez nic otoczony a moje serce skakało z niemałej radości. Jednak nadal pozostałem w jego obecności. Bluzgi, przekleństwa groźby, tak wyglądał plac po kilku sekundach gdy pakowali go za kratki. Okazało się że jedna z pielęgniarek na polecenie przed wyjściem przyczepiła mi mikrofon do ubrania i policja już czekała na niego. Mogłem być spokojny. Wsadzą go do celi na długie lata….

/*\
 Kolejne dni mijały nam w luksusie. Mogę już szczerze nam, ponieważ jesteśmy parą. Jego dom to istna willo-twierdza. Chroniona przez najlepszych ochroniarzy, monitoring, czujniki ruchu i alarmy sprawia, że gdy zostaję sam czuje się jak w klatce lub więzieniu.
  Nadchodził listopad i drzewa gubiły coraz więcej różnokolorowych liści. Padał deszcz i było pochmurno jak zawsze w Londynie. Siedziałem sam w domu, ponieważ Daniel i jego rodzice pojechali na zakupy. Ja za bardzo nie mogę wychodzić z domu, to zakaz Dana ( to moje ulubione zdrobnienia imienia Daniela ). Dba o mnie a i Ilona o mnie też nie zapomniała. Odwiedza nas dwa razy w tygodniu. Nie chodzę do szkoły. Może to i dobrze. Nie narażam Daniela na pośmiewisko. Podobno wszyscy już wiedzą, że mieszkam z Danem. Zgadnijmy od kogo się dowiedzieli. Kilka minut temu otrzymałem sms’a od Ilci, że i on na pewno zostanie obsmarowany. Patrząc to w wiadomość to na swoje rany, znów popsułem sobie humor. Blizny jakie miałem na rękach i plecach były bardzo widoczne i w żaden sposób nie dało się ich ukryć. Dochodziła już osiemnasta więc niedługo powinien przyjść Daniel. Prawie na zawołanie do naszego pokoju weszła jego mama. Była piękna muszę to przyznać. Długie proste kasztanowe włosy, szczupła sylwetka i piękne zielone oczy. Tak na pewno urodę i nadopiekuńczość odziedziczył Dan właśnie po niej. Traktowała mnie jak syna. To właśnie ona wyrwała się z propozycją żebym tu zamieszkał. Po akcji z ich byłym szoferem pilnuje mnie nie odstępując prawie na krok, gdy wychodzę do ogrodu czy po prostu przed dom. Ucałowała mnie w czoło i przywitała.
- Jak się czujesz?- Spytała- Widzę, że coś cię trapi. Powiesz co czy raczej chcesz zachować to dla siebie?- Ona jak nikt potrafiła rozgryźć człowieka.
- Nie wszystko w porządku, tylko już stęskniłem się za Danielem. – Przez moment jej wzrok śmiał się na te słowa.
- Dan rozmawia z jakimiś chłopakami przed domem, chyba z jego kapeli. Jesteście jak papużki nierozłączki – zaśmiała się pogodnie- on też przewracał z nogi na nogę mało nie wsiadając ojcu za kierownicę bo chciał być jak najszybciej w domu.- I śmiejąc się pomachała na pożegnanie i wyszła. Też się uśmiechnąłem, gdy do pokoju wpadł jak burza mój ukochany, rzucając reklamówki z ubraniami i ciężko siadając na fotelu, spoglądając ukradkiem na mnie zmęczonym wzrokiem.
- To prze zemnie prawda?- Pytanie mimowolnie wyrwało mi się z ust. Spojrzał na mnie i powiedział.
- Lisku to nie przez ciebie, po prostu ten skurwiel, a mówię tu o Dawidzie dawno w ryj nie zarobił.
- Ale i tak to moja wina, bo tu jestem bo jestem z tobą. To byli chłopaki z kapeli, pokłóciłeś się z nimi tak?- Łzy stanęły mi w oczach. Podszedł do mnie i objął tak iż jego głowa znalazła się na moim ramieniu a ręce na plecach głaszcząc uspokajająco.
- To nigdy nie będzie twoja wina. Słyszysz nigdy, to wspólny wybór nasz, już nie twój i mój tylko nasz! Jesteśmy razem kochamy się nie zrzucaj winy na siebie to oni są głupi i winni twojej krzywdy nie ty!- łzą dałem upust. Nie mogłem się powstrzymać. Położyliśmy się wtuleni w siebie. Na pewno byłem dla niego ciężarem. Większym niż przewidywał na pewno tak było. Czuły pocałunek i ciche „ dobranoc skarbie” a potem znów koszmar nawiedzał mój zmęczony umysł.

niedziela, 27 września 2009

Rozdział 3


Tę notkę dedykuję Kushinie za wsparcie jakie mi udzieliła i za to że jest ze mną w najgorszych chwilach.



Obudziłem się ze strasznym zmęczeniem. Bolało mnie wszystko. „Już nie uciekniesz mała dziwko jesteś teraz mój a ja nie lubię szanować swojej własności wolę ją raz a porządnie wykorzystać do granic możliwości….”
- Nie – wyszeptałem to na głos czy tylko we wspomnieniu?
Możesz się nie wiercić strasznie jesteś ciasny i źle mi wchodzi. Oooooh teraz dobrze a teraz ja….. No cóż nie wiem co widzą w tobie twoi klienci, ale jak dla mnie jesteś strasznie niedoświadczony w sprawach sprawiania przyjemności….”
- Nie! – „ Więc zobaczmy czy jesteś odporny na ból….. Och widać że jesteś zbyt delikatny ale ciekawe jak głośno wrzeszczysz z bólu…… Głośniej! Głośniej to dopiero połowa tego co dla ciebie przygotowałem…..”
- Nie!!!!!
- Max, Max obudź się to sen słyszysz? – Koś głaskał mnie po głowie. Kobiecy głos.
- Mama – wyszeptałem powoli otwierając oczy. Blask bieli z jednej strony uspokajał z drugiej drażnił. – Mamusiu czy ja nie żyję?- Zadałem głupie pytanie ale po części miałem nadzieję.
- Max to ja Ilona poznajesz? Max tak się cieszę- łkała w moją klatkę piersiową. – Spałeś, tracili cię znów było ok. ale potem znów to samo a przez ostatnie dwa i pół tygodnia nie dawali szans na to że się obudzisz. – Płakała rzewnie. Ja nie mogłem się ruszyć odezwać. Bolało mnie ciało i dusza, nie wiedziałem że będzie do tego zdolny. Życie nauczyło mnie że trzeba albo żyć w bezpiecznym miejscu z kimś kto się tobą zajmie albo umrzeć szybko i bez boleśnie.
-Ile ja tu leżę?
- Miesiąc – powiedziała ocierając łzy.- Gdyby nie Daniel nie wiem czy bym cię znalazła.- Zaskoczyło mnie. Gdyby nie on leżałbym pewnie gdzieś na cmentarzu nikt by o mnie nie wiedział. Długo rozmawialiśmy ze sobą. Okazało się że on chciał mnie odwiedzić a gdy przyszedł….. Podobno mój stan był okropny i tylko cud mnie uratował. Nauczyciele też pytali Ilony co ze mną. Pani z bloku też mnie odwiedzała to jej córki usłyszały krzyki i przyszły sprawdzić. Sprawca zbiegł przez okno na linie. I tak było co dzień przez dwa tygodnie. Ilonka mówiła mi że Daniel chodzi smutny, przygaszony, i dziwnie nerwowy jeżeli chodzi o temat mój lub mojego wypadku. Poprosiłem by przyszedł. Chciałem go zobaczyć, podziękować może wszystko się jakoś ułoży. Nie, nie będzie jak dawniej, nie mam gdzie zamieszkać ten typ może tam wrócić i mnie…. Boże co ja teraz zrobię….

Dwa dni później Daniel przyszedł do mnie. Jego blada twarz była uśmiechnięta, gdy mnie zobaczył, ale jego wzrok mówił co innego. Wyrażał smutek, współczucie i rządzę zemsty. Widocznie bardzo się mną przejął. Ale nawet ja musiałem przyznać że wyglądał bosko.
Dlaczego – zapytał siadając obok mnie na krześle- dlaczego wszystko co złe musi zawsze trzymać się ciebie? Nigdy bym nie pomyślał, że tak krucha i piękna istota może zostać tak potraktowana.- Do jego oczu napływały łzy, ale nie pozwolił im spłynąć- Boże, ja chciałem dać ci na święta prezent, taki którego nie dostałbyś od nikogo innego. Ale teraz przyda ci się dach nad głową i spokój więc….. Chcę abyś zamieszkał razem z nami w naszym domu. – Nie wiedziałem co mam zrobić. Odmówić czy się zgodzić. Chyba raczej tak. Nie mam gdzie mieszkać, strach przed nim, opieka zanim rany się zagoją też się przyda.
- Dziękuję ci. – Wyszeptałem i zacząłem płakać. Przytulił mnie. Ja niestety nie mogłem się ruszyć. Nawet szloch sprawiał mi większy bądź co bądź ból.
/*\
Cztery tygodnie spędzone w szpitalnych salach. Cierpienia nocą gdy koszmar powracał, a ja nie mogłem tego powstrzymać. Pod konie ostatniego tygodnia mogłem już jako tako chodzić. Lecz przy dalszych odległościach, rany w odbycie otwierały się i mocno krwawiły. Brzydziłem się sobą i tylko raz tylko Ilona była przy zmianach opatrunków na ciele. Widok był okropny. Rany płytkie, głębokie, wypalane, mocniej poszerzane, jednym słowem szew na szwie. Daniel widział te rany gdy były świeże. Przepraszałem go, ale sam tak naprawdę nie wiedziałem za co. I w przed ostatni dzień mojego pobytu nie wytrzymałem. Ten sen był taki realistyczny. Nie pamiętam skąd wziąłem szkło. Liczyło sobie ulżyć. Ulżyć światu. Przejechałem po pierwszym szwie. Pękł. Krew płynęła gęstym strumieniem. Następne i następne. Ale w końcu coś mi się przypomniało. Przecież ja kocham Daniela! Na Boga dlaczego ja to robię! Ostatnią rzeczą jaką, pamiętam był jego głos i ciemność.

sobota, 26 września 2009

Rozdział 2


Rozdział ten został napisany po ostatnio nie miłych wydarzeniach, więc jest nie dość, że denny to jeszcze (oczywiście ja tak uważam) pisany „na kolanie” . Narracja pierwszoosobowa i trzecioosobowa ( ponieważ niektóre zdarzenia wykraczają po za pamięć bohatera)

 Uwaga zapraszam do czytania




Po tym pierwszym dniu już a może jak zawsze jedyną osobą, która miała ze mną kontakt była Ilona. Daniel był zamknięty, chodził ubrany i zawsze starał się nie być choć pół nago koło mnie. W jego oczach widziałem smutek ale również współczucie. Piękne czarne jak heban oczy. Kiedy wchodziłem do klasy każda para oczy była skierowana na mnie. Obrzydzenie, pogarda, tak to już codzienność odkąd straciłem ich. Swoją ukochaną rodzinę. Mama zawsze miła, szczera, cierpliwa, wyrozumiała, żartobliwa, wspaniała, tata był taki sam. Mówiono że nie wyglądają jak małżeństwo tylko jak bliźniaki. Ale nie chodziło o wygląd. Tylko o charakter i usposobienie, całą chęć życia. I on. Skarb- mój młodszy o 2 lata braciszek Kuba. Dusza towarzystwa-tak jak ja kiedyś. On miał więcej cech ojca. Krótko ścięte czarne włosy i brązowe oczy. Opalona cera i wieczny „banan” na ustach. Ja byłem jego przeciwieństwem. Blada jak trup cera – po mamie- mleczno białe oczy-to też po niej- rude ciut przydługie włosy – to akurat nie po niej. Ona miała koloru blond. Aż do tego feralnego dnia dwa lata temu. Zasłabłem i spadłem ze schodów w szkole. Rodzice jechali z moim braciszkiem do lekarza więc po drodze planowali zabrać mnie, ale nigdy nie dojechali. Gdy stali przed szlabanami na przejeździe kolejowym, pociąg z jakimiś niebezpiecznymi gazami wybuchł zmiatając co najmniej ½ kilometra okolicy. To boli, szczególnie jeżeli nie masz nikogo kto by się tobą zajął albo zapłacił za pogrzeb rodziców. Za dobre oceny otrzymałem 200 funtów stypendium za które opłaciłem pierwszą ratę za trumny. Potem nastały wakacje i zacząłem pracę w sklepie. Dom musiałem sprzedać i przeniosłem się do kawalerki. Było zimno, czasem brakowało jedzenia, ale spłaciłem dług za pogrzeb i znów zabrakło pieniędzy. A że mam dziewczęcą urodę pewien męszczyzna zaproponował mi pracę w no…..ten tej branży dla prostytutek. I tak minęły wakacje i znów zaczął się rok szkolny. Zarabiałem tyle iż wystarczało na zaspokojenie podstawowych potrzeb i opłaty. Miałem zaufanych przyjaciół. Dawida i Ilonę. Powiedziałem im o tym, Ilona się wściekła że nie poprosiłem o pomoc. Dawid zachował się bardzo typowo. Zawsze był rozpuszczony, ale to przekonało mnie że za tym rozpuszczeniem kryje się chyba największa zakała ludzkiego świata. Na następny dzień cała szkoła dudniła o tym w jakim zawodzie pracuję. I tak minął ostatni rok gimnazjum a pozostało mi tylko to co ja i Ilona lubimy najbardziej. A mianowicie śpiew i muzykę. Poszliśmy razem do najlepszego liceum muzycznego w Londynie. I znów się zaczęło. Pani której własnością jest blok, w którym mieszkam nie przyjmie zapłaty za czynsz przez cały rok szkolny. Powiedziała żeby te pieniądze przeznaczyć na internat, ponieważ ja mieszkam w Asme małym mieście położonym o 100 km od Londynu. Dobra z niej kobieta. Tak jak i jej córki. Są ode mnie starsze o co najmniej 10 lat. Powracajmy jednak do tematu. Zbliżał się okres bożonarodzeniowy. Śnieg padał niemiłosiernie a temperatura spadla poniżej 25 stopni Celsjusza. Był to ostatnie dwa dni w szkole. Siedziałem w pokoju i czytałem książkę a Daniel odrabiał zadania. Cisza panowała tu niezmącona do póki ktoś nie zapukał do drzwi. Znów pełny najgorszych obaw otworzyłem je. W nich stała Ilona od raz rzuciła mi się na szyję i przywitała.
- Cześć Max. Słuchaj mam takie pytanie. Może na wigilię wpadłbyś do nas. Rodzice nalegają.-Powiedziała rozsiadając się na łóżku.
- Wiesz chciałem odwiedzić grób rodziców i Kuby. – Daniel który do tej pory się przysłuchiwał drgnął lekko, ale i tak to zobaczyłem.- Nie byłem przez cały rok to może a raczej wypada teraz. A poza tym po świętach tydzień pracuję.- Dodałem ciszej ale chyba Daniel spiął się jeszcze bardziej tak jak i Ilona.
- Możesz to rzucić. Ja ci pomogę moi rodzice na pewno coś wymyślimy.- Ale i tak mnie nie przekonała. Pogadaliśmy chwilę po czym ustaliliśmy że wracamy jutro w południe do domu. Gdy wyszła powróciłem do przerwanej wcześniej czynności. Po kilku minutach poczułem że obok mnie siada ktoś. Daniel usiadł i oparł głowę o ścianę zamykając oczy. Wyglądał jak bóstwo.
- Przepraszam- wyszeptał a mnie zatkało.- Za to że pochopnie cię osadziłem, nie wiedziałem nic o tobie choć jesteśmy od prawie 3 miesięcy współlokatorami. Proszę powiedz coś więcej.- Byłem zbyt zdziwiony by się odezwać. Szok minął po chwili i zacząłem po głębokim wdechu opowiadać. Brnąłem w te bolesne i blade wspomnienia jak w bagno z którego masz już więcej nie powrócić. Płakałem jak małe dziecko, ale to tak bolało, tak bardzo, bardzo bolało. A on przytulił mnie. Nie widziałem czy płakał razem ze mną czy też śmiał się w duchu i przygotowywał ten tekst tak by stał się następną obelgą tego nie wiem ale wiem jedno jego słowa „ ćssiiiiiiiiii wszystko będzie ok.” i tym podobnie. Zmęczony dniem zasnąłem w jego ramionach.
Obudziłem się około godziny dziewiątej a do pociągu miałem cztery godziny. Rozejrzałem się po pokoju, ale nie zauważyłem go. Zacząłem się zastanawiać co on teraz o mnie myśli. Poszedłem do łazienki. Umyty i ubrany w czarny golf z białym napisem „Hope” ( dla niewiedzących słowo to z angielskiego znaczy „ Nadzieja” dop. Autora ) i czarne dżinsy, wyszedłem z niej i wszedłem do pokoju. Poczułem zapach gorącej czekolady.
- Śpioch się obudził hahaha. Głodny? – Spytał z uśmiechem na twarzy. Od razu wziąłem się za jedzenie kanapek i popijałem je czekoladą. – Ilona zawsze ci przynosiła jedzenie więc pomyślałem, że i ja mogę to zrobić.
- Dzięki za wszystko. – Odparłem. A było za co. On był jedyną osobą jak do tej pory która w nowym środowisku jeszcze mnie znienawidziła.

Spakowany i gotowy do wyjścia czekałem na Ilonę. Gdy przyszła odprowadzeni obelgami i parodiami ulgi iż wyjeżdżam i nie zobaczą mnie przez dwa tygodnie. Podjechaliśmy pod dworzec i kupiliśmy bilety. Okazało się że do pociągu zostało dwie minuty gdyż ma dodatkową stację. Szybko wsiadając do niego przed samym zamknięciem drzwi usiedliśmy w wolnym przedziale i spoglądając za okno rozmawialiśmy o tym co było.

/*\
Do Asme dojechaliśmy w trzy godziny. Na dworcu pożegnaliśmy się i musiałem obiecać iż wpadnę do nich w drugi dzień świąt. Słowa będzie trzeba dotrzymać. Wszedłem do bloku, który mieścił się od stacji nie całe dwie ulice. Wszedłem do mieszkania. Nie jest duże. Pokój, kuchnia, łazienka, przedpokój i wszystko. Dla mnie i tak wydaje się za duże, a i okolica nie jest za bezpieczna. Narkomani, pijacy i inne marginesy społeczne. Heh może nawet i ja się do nich zaliczam. Po rozpakowaniu rzeczy zjadłem i położyłem się spać jutro czekają mnie zakupy a póki nie ma pracy nie mam za dużo gotówki.

Dzień zaczął się jak zwykle. Nie zapowiadało się nic ciekawego. Po południu poszedłem do sklepu. Kupiłem taką małą choineczkę, taką żeby postawić na stoliku by była choć namiastką tej choinki z przed lat. Ozdoby na nią trochę jedzenia, i prezenty. Na groby rodziców Białe róże połączone w bukiecie z liliami a na grób brata piękne czerwone róże. Następnie wielki, bo sięgający mi do pasa biały pluszowy miś, paczkę czekoladek dla właścicielki i zostało mi już tylko na pociąg do szkoły w razie gdybym nie dostał od razu doli w pracy. Dziwię się sam sobie że w tak ciężkich chwilach martwię się czy zajmuję kimś innym ale nie sobą. Nigdy nie dbam o swój wygląd od niedawna też o reputację a o moje przyjaźnie. O znajomych i osoby mi bliskie. Wszystko było już gotowe. Choinka stała w pokoju na małym stoliczku obok niej stało zdjęcie moje i mojej rodziny. Jutro wigilia a więc trzeba będzie odwiedzić rodzinkę no a potem do Ilony, jest dla mnie jak siostra. Głośne pukanie otrzeźwiło poszedłem otworzyć. Za nimi stal chłopak. Miał czarne włosy sięgające ramion i błękitne oczy. Na oko miał ze dwadzieścia lat.
- Siemka młody, słuchaj masz może taśmę klejącą moja się skończyła a muszę jeszcze zakleić kilka pudełek z prezentami- dziwne wcześniej go tu nie widziałem skinąłem głową na tak i poprosiłem grzecznie o poczekanie. Wróciłem do pokoju i zacząłem szukać jej w jednej z szuflad. Gdy jej nie znalazłem wyprostowałem się by zobaczyć gdzie indziej ale poczułem silny ból w potylicy a później widziałem tylko ciemność i ból okropny ból.

/*\
Szedł słabo oświetloną ulicą. Numer mieszkania, który podała mu ta dziewczyna oraz odpowiedź na jego pytania : „ Jeśli chcesz by był szczęśliwy pokaż mu że go się nie brzydzisz, daj mu to co ma ode mnie a mianowicie przyjaźń może nie zaufa ci od razu, ale zobaczysz że jego miłość i dobro nie zna granic”. Uśmiechnął się w duchu. Staną przed blokiem, na oko z dziesięć pięter. A na czwartym mieszka ta pokarana za nic istota, którą należy chronić. Gdy wchodził na czwarty piętro było słychać płacz kobiety, jakąś rozmowę przez telefon z pogotowiem. Coś ścisnęło jego sercem. Przyspieszył kroku. Ujrzał w drzwiach dwie kobiety. Zapłakane. Podszedł do nich.
- Przepraszam szukam Maxa Knopa.- Kobieta drgnęła a z jej oczu poleciały łzy.
-Jest tam.- Wskazała palcem na pomieszczenie w którym to stały. Wszedł do środka. Ślady krwi były wszędzie. Podłoga ściany i meble. Wszedł do pokoju i skamieniał. Na łóżku leżał Max. Widok był okropny. Cięcia głębsze, płytsze pokrywały całe ciało. Dotąd biała pościel barwiła się krwią. Włosy były także nią sklejone. Ledwo oddychał. Daniel nie wytrzymał i wybiegł do toalety. Nachylony nad sedesem wymiotował na każdą myśl o tym. Po kilku minutach uspokoił się i wyszedł. Zobaczył jak policja zabezpiecza teren a pogotowie w pośpiechu zabierają umierającego chłopca. Usiadł na klatce schodowej wyciągnął telefon i zadzwonił do dziewczyny, która mogła coś na to poradzić. Z jego oczy płynęły łzy.

wtorek, 22 września 2009


To wszystko zaczęło się jak zwykle pierwszego września. Dzień wcześniej wprowadziłem się do internatu. Dostałem pokój z chyba najgorzej rozpuszczonym chłopakiem na świecie. Dawid od urodzenia był rozpieszczany przez swoich rodziców a Ilona…. No i tu się zaczynają schody. Ilona ja i on byliśmy w jednej klasie. Ale wynikła kłótnia i od tej pory jedyne co ona i on potrafią robić w swoim towarzystwie to drzeć koty. Ja tam do niego prawie nic nie mam nie to co do Ilony, w końcu to ona jest moją najlepszą kumpelką. Zawsze o wszystkim co mi jest wiedziała pierwsza. Jednak teraz jest inaczej. Bo ona jest w żeńskim internacie a ja w męskim rzecz jasna. Ale zbytni odbiegamy od tematu. Pewnie ciekawi was co takiego się wydarzyło tego dnia ? Już mówię. No więc jak już mówiłem dostałem pokój z Dawidem, ale wynikła pewna jak dla mnie absurdalna rzecz. Wchodzę do pokoju a w nim nie kto inny jak Daniel. Wokalista szkolnego zespołu, najprzystojniejszy chłopak na świecie, anioł po prostu…. Chyba się rozpędziłem. No fakt mam popęd w stronę tej samej płci i co z tego? Może ja tak chcę. To że nikt nie pytał mnie o zdanie jest normalne jak dla mnie. Znów odbiegam od tematu. No więc stał on w samym ręczniku na biodrach a z jego mokrych włosów powoli skapywała woda na nagi umięśniony tors. Stałem tak w drzwiach jak zaczarowany. Jego zimne czarne oczy spoglądały na mnie. Patrzyłem z zafascynowaniem i wstydem. A on? On po prostu stał i patrzył się na mnie tym wzrokiem. Wyprostował się i powiedział :
- Wchodzisz, wychodzisz bo przeciąg robisz i mi jest zimno.- Ja nadal z otwartą buzią zdążyłem wyjąkać:
- Ja…. Ja…. Chyba pomyliłem pokoje
- Rozczaruję cię. Nie pomyliłeś pokoi – mówił podchodząc do mnie. Spaliłem buraka. Totalny odlot gdy zbliżał się do mnie tym kocim ruchem- a teraz – powiedział zamykając drzwi i popychając mnie do środka – witam w od teraz naszych skromnych czterech ścianach.- Powiedział i uśmiechnął się zabójczo. Nie zdołam się temu oprzeć. Zaraz mu normalnie się rzucę na szyję i całując powiem…. – Czy ty się dobrze czujesz? Halo!!! Ziemia do Maxa – zaraz czy on wymówił moje imię? O raaaaaaany – WSTAWAJ ZE ŚWIATA MARZEŃ !!!! POLICJA PRZYSZŁA !
- Co? Ale, że o co Ci chodzi? – On tylko jeszcze bardziej zaczął się śmiać
- Dostałeś takiego zawieszenia hahahaha że nie hahahaha kontaktowałeś hahahaha- Tak ja też bym uważał to za śmieszne. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Jako że mój współlokator nie był powiedzmy świadomy ponieważ dusił się ze śmiechu poszedłem otworzyć. Zamarłem. W drzwiach stała ostatnia osoba, którą chciałem widzieć od tych kilku minut oderwania się od rzeczywistości. Był to Dawid. Nic Nadzwyczajnego. Krótkie blond włosy, piwne oczy, blada cera wysportowana sylwetka. I ten perfidny uśmiech taki jak w tamten pamiętny dzień. Wpakował się do pomieszczenia i jakby nigdy nic zaczął o czymś rozmawiać z Danielem. Nagle wstał i rzucając mi obraźliwe ‘’nara pedale’’ wyszedł. Popatrzyłem na Daniela. Jego twarz wyrażała zaskoczenie i gdzie niegdzie żal? Trudno mi było to stwierdzić co działo się na jego twarzy. Spuściłem wzrok tak że włosy przykryły oczy.
- Czy ty je… byłeś…. No wiesz… - nie mógł się wysłowić. Zaśmiałem się w duchu. Od roku zastanawiam się jak on to robi że każdą nową znajomość którą zawieram on musi zniszczyć na starcie. Zaufałem mu byliśmy przyjaciółmi a on to zniszczył.
- Chodzi ci o to że byłem dziwką co ? – Zapytałem
- Tak. – ciche i wystraszone tak.
-Jakoś trzeba było zarobić na szkołę i chociaż pierwszą opłatę za internat.- lekki uśmiech wtargną na moje usta. – Pogadamy innym razem a teraz idź się przebrać bo się przeziębisz.

poniedziałek, 31 sierpnia 2009

siema! Oto mój nowy blog ;) Historie tu zamieszczane będą to głównie yaoi ale mogą zdażać się też inne. Postacie jak i cała akcja będą wymysłem mojej chorej wyobraźni ( w sensie że jest zbyt wybujała xD) zaprasam!!!!! P.S. Pierwsza nocia już niedługo

Avatar^.^