Powered By Blogger

poniedziałek, 12 października 2009

Rozdział 5


Rozdział 5

 Ranek, a co za tym idzie- jak się później okazało – nie należał do najlepszych. To dziś zaczynał się mój już nie za pomocą prywatnie udzielanych lekcji drugi semestr. Marzec jak przystało na angielską pogodę był jednym z bardziej niż beznadziejnych dni. Daniel od rana chodził coraz bardziej smutny, a ja no cóż bałem się to mogę szczerze powiedzieć. Ilona jest chora i leży w domu, a kto wie co Dawid mógł naopowiadać. W ciągu tych kilku miesięcy jakie spędziłem tu w domu zrobiłem jak to mówi Dan duże postępy ku nowemu i miejmy nadzieję lepszemu życiu. Zwolniłem się z pracy, zerwałem stare kontakty, zmieniłem numer, ale jedno się chyba już nigdy nie zmieni. Chodzi o mój wygląd. Plecy, ręce, kawałkiem i nogi rany w tych miejscach goją się wolno i pozostaną duże i obleśne blizny. Stało się. Nie dość że jestem prawie kaleką, ex szmatą, gejem, to jeszcze zboczyłem najprzystojniejsze ciacho w budzie, a czy to moja wina, że się we mnie zakochał? Nie, ale mimo to czuję na sobie jakiś ciężar, że byłem tylko piątym kołem u wozu. Oczywiście Daniel nigdy nie dał po sobie poznać, że jemu jest ciężko, że trzeba mnie przytulić, pocałować, uspokoić, gdy zawsze powracał jeden i ten sam koszmar. Boję się wracać do starego mieszkania więc jak tylko znajdę jakąś LEPSZĄ pracę za odłożone pieniądze wynajmę kawalerkę a jak uzbieram więcej to kto wie może wpłacę jakąś ratę za własne cztery ściany. Marzenia. Moje chyba od zawsze były zbyt nierealistyczne. Chęć śmierci- pomimo że byłem już tak blisko, nie udało się. Chęć bycia przy Danym to jedno się spełniło jak na razie. Gdy teraz jadąc autobusem patrzę na jego piękne czarne oczy, tego samego koloru włosy, i bladą cerę ile przeze mnie przeszedł ile wytrzymał, kocham go jeszcze bardziej. Ale czy on mnie też? Ciągle mnie to nurtuje. Ale zawsze on okazuje mi to z dnia na dzień coraz czulej. On też mi się przygląda, czule, z troską jakbym był dla niego kruchą laleczką zrobioną z porcelany.

  Wysiedliśmy na przystanku przed samym budynkiem internatu. Do szkoły mamy przejść przez jezdnię, ale że dziś niedziela nikt się tam nie garnął. Wszyscy siedzieliśmy w swoich pokojach. Ja i Daniel byliśmy sami. Leżeliśmy na łóżku wsłuchując się w muzykę płynącą z radia.
Światło księżyca ujawnia smutek
Iluminujące chłodem
Rozpacz i przyszłość,
Które przyjaźnią się wewnątrz ciemności

Co teraz będzie jeżeli ktoś się dowie? Mi nic bo do obelg przywykłem, ale co będzie z Danielem?
Zmieniając sekret, który mi powierzyłeś, w znak
Idę dalej poprzez ciszę granatowej nocy

Jak to przyjmie?
Lacrimosa
Jeszcze jeden raz, chciałabym kochać ten promienisty świat,
Który roztrzaskał się daleko stąd i zniknął
Ukryj swoje marzenia we własnych oczach
Aż do momentu kiedy łzy zaczną kapać
Na Twe posępne serce.

Dzień chyli się ku zachodowi. Czuły pocałunek na mym czole
Tajemnicza kareta rozdziela ciemności
I zmierza w kierunku światła
Pułapka zwana marzeniami
Wabi nas prosto w płomienie

-Kocham cię. – Tak mało słów… Tak wiele znaczą….
Żadnego rodzaju krzyk nie dotrze
Do bezlitosnych bogów w niebiosach
Lacrimosa…

Rozpalamy drwa,
Aby pewnego dnia spaliły niebo

Lacrimosa
Chcę bez strachu kochać ten przesiąknięty krwią świat,
W którym się narodziłam
Bardziej niż uzyskać przebaczenie, to Ty wybacz i uwierz we mnie
Policz ilość chwil pełnych płaczu
Na tej posępnej ziemi

Lacrimosa…
Pocałunek na ustach złożony przez mego obrońcę…..Kolejny….Wybawiciela….Niżej, czulej, rozpalając zmysły…..Nic się nie liczy…. Liczysz się ty, my, razem, na zawsze po przez wieki… Cały czas razem.
- Nigdy cię nie zostawię- językiem pieści mą skórę na szyi- będziemy razem zawsze.- Zjeżdża niżej. W pół nadzy. Pieści moje sutki. Delikatnie przygryza i ssie na przemian.
- Kocham….Ach…- rozkosz płynąca z gorących ciał. Ale czy ta przyjemność nie była mą zgubą? Do oczu napływają łzy gdy jego usta znajdują się na linii spodni- Przestań- słaby głos ale znaczy tak wiele. Pieszczoty zostały zaprzestane. Lecz łzy mieszają się ze wspomnieniami. Bolą. Płacz, to jedyne co mi zostało. Czuję że obejmuje mnie, przykrywa, całuje i szepce.
- Poczekam, aż będziesz gotowy. Kocham cię duszą a nie pożądam ciałem, Kocham….

sobota, 3 października 2009

Rozdział 4


Rozdział 4


Dlaczego znowu ja? Co mi odbiło? ,, Zawsze będziesz małą, brudną szmatą – Dawid obrócił się napięcie – nigdy nie uważałem cię za osobę normalną. A tu proszę. Jeszcze rozumiem- pedał, ale żeby puszczać się za pieniądze to już poniżej ludzkiej godności- odszedł. Płacz czy deszcz? Zimno spowodowane pogodą czy bólem złamanego i podeptanego serca….
Jeszcze ci mało?!! Może chcesz kasy co?- Uderzenie. Rozerwana skóra na plecach. – Jedyne co dostaniesz ode mnie to ból nie do opisania i w najlepszym wypadku śmierć- sadystyczny śmiech. Ale czyj? Ból po stracie bliskich osób czy po poranieniu ciała.’’
- Boli- mój szept rozniósł się echem po sali. – Boli- powtórzyłem jakby samo to słowo miało dać ulgę.
- Już leż spokojnie, jestem przy tobie- czyjś spokojny głos, znajomy głos. To Daniel. Głaszcze po głowie i uspokaja. Sen czy jawa? – Dlaczego?- Słyszę jak głos mu się łamie. Wiem o co chodzi. Nie mam odwagi na niego spojrzeć. Nie po samobójczej próbie i po tym…. Jestem brudny i oszpecony. Blizny pozostały a rany w odbycie goją się jeszcze co sprawia mi ból. – Dlaczego, wtedy gdy ja uświadamiam sobie dlaczego w tedy pojechałem do ciebie, jaki był w tym cel…. Dlaczego właśnie w takich sytuacjach człowiek uświadamia sobie, że w ogóle nie zna osoby, którą….- Zrobił pauzę jakby bał się mojej reakcji. Poczułem mocny uścisk ręki i to że kładzie mi na klatce piersiowej- którą kocham.- Momentalnie otworzyłem oczy w zaskoczeniu. Kocha? A może nabija dla większej satysfakcji. Nie to nie w jego stylu. On by mi tego nie zrobił, każdy tylko nie on! W moich oczach pojawiły się łzy. Ciałem targały spazmy płaczu, ale z jakiego powodu? Z jednej strony byłem szczęśliwy, że on nareszcie będzie ze mną, z drugiej jednak cień swój na mą duszę rzucał strach o to że zranię go, będę go brzydził, albo co gorsza zdradzę go.- Przepraszam nie chciałem cię skrzywdzić, jeżeli to dla ciebie….
- Nie, ja już od dłuższego czasu się w tobie podkochiwałem. Jesteś sławny, ja też cię kocham.- Przerwałem mu. Od tak dawna czekałem aż tu nagle się okazuje że on też. Jestem w wniebowzięty takim obrotem spraw. Jego czarne niczym noc spotkały się z moimi. Do tej pory nie można było z jego oczu prawie nic wyczytać. A teraz była w nich radość i troska o drugą połowę. Jego twarz coraz bliżej mojej. Nagle nasze usta połączyły się w jedność a smaki przenikały wzajemnie. Języki walczyły o dominację a ręce Daniela błądziły po moim ciele. Było tak dobrze. Gdy niechętnie oderwaliśmy się od siebie otworzyłem oczy. Był ucieszony. Gadaliśmy tak dłuższą chwilę poczym wynegocjowałem iż on pójdzie do domu się wyspać a jutro po mnie przyjedzie i zabierze do nowego domu.

/*\
Nowy dzień nastał tak szybko że nawet nie pamiętam kiedy się obudziłem. Byłem szczęśliwy jak małe dziecko, któremu ktoś kupił lizaka. Wreszcie oderwę się od przeszłości. Postanowiłem że pierwsze co zrobię, to pojadę do rodziców i Kuby na grób a potem….. potem się zobaczy. Mogłem już coraz swobodniej poruszać chociaż ból nadal powracał po dłuższych dystansach. Nareszcie przyjechali po mnie. Z długiej limuzyny wysiadł jakieś dziesięć lat starszy chłopak. To był on. Uśmiechnął się perfidnie do mnie i lubieżnie oblizał wargi. Strach opanował moje ciało. Otworzył tylne drzwi. Wysiadł z nich Damian. Ja zapewne byłem blady i chyliłem się ku upadkowi. Podbiegł do mnie złapał. Objął, przytulił.
- Co ci jest?
- To on- wypowiedziałem zachrypłym od strachu głosem. Najwidoczniej on też to usłyszał bo mina mu zrzedła, na raz rozległ się odgłos syren policyjnych. Cały szpital został przez nic otoczony a moje serce skakało z niemałej radości. Jednak nadal pozostałem w jego obecności. Bluzgi, przekleństwa groźby, tak wyglądał plac po kilku sekundach gdy pakowali go za kratki. Okazało się że jedna z pielęgniarek na polecenie przed wyjściem przyczepiła mi mikrofon do ubrania i policja już czekała na niego. Mogłem być spokojny. Wsadzą go do celi na długie lata….

/*\
 Kolejne dni mijały nam w luksusie. Mogę już szczerze nam, ponieważ jesteśmy parą. Jego dom to istna willo-twierdza. Chroniona przez najlepszych ochroniarzy, monitoring, czujniki ruchu i alarmy sprawia, że gdy zostaję sam czuje się jak w klatce lub więzieniu.
  Nadchodził listopad i drzewa gubiły coraz więcej różnokolorowych liści. Padał deszcz i było pochmurno jak zawsze w Londynie. Siedziałem sam w domu, ponieważ Daniel i jego rodzice pojechali na zakupy. Ja za bardzo nie mogę wychodzić z domu, to zakaz Dana ( to moje ulubione zdrobnienia imienia Daniela ). Dba o mnie a i Ilona o mnie też nie zapomniała. Odwiedza nas dwa razy w tygodniu. Nie chodzę do szkoły. Może to i dobrze. Nie narażam Daniela na pośmiewisko. Podobno wszyscy już wiedzą, że mieszkam z Danem. Zgadnijmy od kogo się dowiedzieli. Kilka minut temu otrzymałem sms’a od Ilci, że i on na pewno zostanie obsmarowany. Patrząc to w wiadomość to na swoje rany, znów popsułem sobie humor. Blizny jakie miałem na rękach i plecach były bardzo widoczne i w żaden sposób nie dało się ich ukryć. Dochodziła już osiemnasta więc niedługo powinien przyjść Daniel. Prawie na zawołanie do naszego pokoju weszła jego mama. Była piękna muszę to przyznać. Długie proste kasztanowe włosy, szczupła sylwetka i piękne zielone oczy. Tak na pewno urodę i nadopiekuńczość odziedziczył Dan właśnie po niej. Traktowała mnie jak syna. To właśnie ona wyrwała się z propozycją żebym tu zamieszkał. Po akcji z ich byłym szoferem pilnuje mnie nie odstępując prawie na krok, gdy wychodzę do ogrodu czy po prostu przed dom. Ucałowała mnie w czoło i przywitała.
- Jak się czujesz?- Spytała- Widzę, że coś cię trapi. Powiesz co czy raczej chcesz zachować to dla siebie?- Ona jak nikt potrafiła rozgryźć człowieka.
- Nie wszystko w porządku, tylko już stęskniłem się za Danielem. – Przez moment jej wzrok śmiał się na te słowa.
- Dan rozmawia z jakimiś chłopakami przed domem, chyba z jego kapeli. Jesteście jak papużki nierozłączki – zaśmiała się pogodnie- on też przewracał z nogi na nogę mało nie wsiadając ojcu za kierownicę bo chciał być jak najszybciej w domu.- I śmiejąc się pomachała na pożegnanie i wyszła. Też się uśmiechnąłem, gdy do pokoju wpadł jak burza mój ukochany, rzucając reklamówki z ubraniami i ciężko siadając na fotelu, spoglądając ukradkiem na mnie zmęczonym wzrokiem.
- To prze zemnie prawda?- Pytanie mimowolnie wyrwało mi się z ust. Spojrzał na mnie i powiedział.
- Lisku to nie przez ciebie, po prostu ten skurwiel, a mówię tu o Dawidzie dawno w ryj nie zarobił.
- Ale i tak to moja wina, bo tu jestem bo jestem z tobą. To byli chłopaki z kapeli, pokłóciłeś się z nimi tak?- Łzy stanęły mi w oczach. Podszedł do mnie i objął tak iż jego głowa znalazła się na moim ramieniu a ręce na plecach głaszcząc uspokajająco.
- To nigdy nie będzie twoja wina. Słyszysz nigdy, to wspólny wybór nasz, już nie twój i mój tylko nasz! Jesteśmy razem kochamy się nie zrzucaj winy na siebie to oni są głupi i winni twojej krzywdy nie ty!- łzą dałem upust. Nie mogłem się powstrzymać. Położyliśmy się wtuleni w siebie. Na pewno byłem dla niego ciężarem. Większym niż przewidywał na pewno tak było. Czuły pocałunek i ciche „ dobranoc skarbie” a potem znów koszmar nawiedzał mój zmęczony umysł.

Avatar^.^