Rozdział ten został napisany po ostatnio nie miłych wydarzeniach, więc jest nie dość, że denny to jeszcze (oczywiście ja tak uważam) pisany „na kolanie” . Narracja pierwszoosobowa i trzecioosobowa ( ponieważ niektóre zdarzenia wykraczają po za pamięć bohatera)
Uwaga zapraszam do czytania
Po tym pierwszym dniu już a może jak zawsze jedyną osobą, która miała ze mną kontakt była Ilona. Daniel był zamknięty, chodził ubrany i zawsze starał się nie być choć pół nago koło mnie. W jego oczach widziałem smutek ale również współczucie. Piękne czarne jak heban oczy. Kiedy wchodziłem do klasy każda para oczy była skierowana na mnie. Obrzydzenie, pogarda, tak to już codzienność odkąd straciłem ich. Swoją ukochaną rodzinę. Mama zawsze miła, szczera, cierpliwa, wyrozumiała, żartobliwa, wspaniała, tata był taki sam. Mówiono że nie wyglądają jak małżeństwo tylko jak bliźniaki. Ale nie chodziło o wygląd. Tylko o charakter i usposobienie, całą chęć życia. I on. Skarb- mój młodszy o 2 lata braciszek Kuba. Dusza towarzystwa-tak jak ja kiedyś. On miał więcej cech ojca. Krótko ścięte czarne włosy i brązowe oczy. Opalona cera i wieczny „banan” na ustach. Ja byłem jego przeciwieństwem. Blada jak trup cera – po mamie- mleczno białe oczy-to też po niej- rude ciut przydługie włosy – to akurat nie po niej. Ona miała koloru blond. Aż do tego feralnego dnia dwa lata temu. Zasłabłem i spadłem ze schodów w szkole. Rodzice jechali z moim braciszkiem do lekarza więc po drodze planowali zabrać mnie, ale nigdy nie dojechali. Gdy stali przed szlabanami na przejeździe kolejowym, pociąg z jakimiś niebezpiecznymi gazami wybuchł zmiatając co najmniej ½ kilometra okolicy. To boli, szczególnie jeżeli nie masz nikogo kto by się tobą zajął albo zapłacił za pogrzeb rodziców. Za dobre oceny otrzymałem 200 funtów stypendium za które opłaciłem pierwszą ratę za trumny. Potem nastały wakacje i zacząłem pracę w sklepie. Dom musiałem sprzedać i przeniosłem się do kawalerki. Było zimno, czasem brakowało jedzenia, ale spłaciłem dług za pogrzeb i znów zabrakło pieniędzy. A że mam dziewczęcą urodę pewien męszczyzna zaproponował mi pracę w no…..ten tej branży dla prostytutek. I tak minęły wakacje i znów zaczął się rok szkolny. Zarabiałem tyle iż wystarczało na zaspokojenie podstawowych potrzeb i opłaty. Miałem zaufanych przyjaciół. Dawida i Ilonę. Powiedziałem im o tym, Ilona się wściekła że nie poprosiłem o pomoc. Dawid zachował się bardzo typowo. Zawsze był rozpuszczony, ale to przekonało mnie że za tym rozpuszczeniem kryje się chyba największa zakała ludzkiego świata. Na następny dzień cała szkoła dudniła o tym w jakim zawodzie pracuję. I tak minął ostatni rok gimnazjum a pozostało mi tylko to co ja i Ilona lubimy najbardziej. A mianowicie śpiew i muzykę. Poszliśmy razem do najlepszego liceum muzycznego w Londynie. I znów się zaczęło. Pani której własnością jest blok, w którym mieszkam nie przyjmie zapłaty za czynsz przez cały rok szkolny. Powiedziała żeby te pieniądze przeznaczyć na internat, ponieważ ja mieszkam w Asme małym mieście położonym o 100 km od Londynu. Dobra z niej kobieta. Tak jak i jej córki. Są ode mnie starsze o co najmniej 10 lat. Powracajmy jednak do tematu. Zbliżał się okres bożonarodzeniowy. Śnieg padał niemiłosiernie a temperatura spadla poniżej 25 stopni Celsjusza. Był to ostatnie dwa dni w szkole. Siedziałem w pokoju i czytałem książkę a Daniel odrabiał zadania. Cisza panowała tu niezmącona do póki ktoś nie zapukał do drzwi. Znów pełny najgorszych obaw otworzyłem je. W nich stała Ilona od raz rzuciła mi się na szyję i przywitała.
- Cześć Max. Słuchaj mam takie pytanie. Może na wigilię wpadłbyś do nas. Rodzice nalegają.-Powiedziała rozsiadając się na łóżku.
- Wiesz chciałem odwiedzić grób rodziców i Kuby. – Daniel który do tej pory się przysłuchiwał drgnął lekko, ale i tak to zobaczyłem.- Nie byłem przez cały rok to może a raczej wypada teraz. A poza tym po świętach tydzień pracuję.- Dodałem ciszej ale chyba Daniel spiął się jeszcze bardziej tak jak i Ilona.
- Możesz to rzucić. Ja ci pomogę moi rodzice na pewno coś wymyślimy.- Ale i tak mnie nie przekonała. Pogadaliśmy chwilę po czym ustaliliśmy że wracamy jutro w południe do domu. Gdy wyszła powróciłem do przerwanej wcześniej czynności. Po kilku minutach poczułem że obok mnie siada ktoś. Daniel usiadł i oparł głowę o ścianę zamykając oczy. Wyglądał jak bóstwo.
- Przepraszam- wyszeptał a mnie zatkało.- Za to że pochopnie cię osadziłem, nie wiedziałem nic o tobie choć jesteśmy od prawie 3 miesięcy współlokatorami. Proszę powiedz coś więcej.- Byłem zbyt zdziwiony by się odezwać. Szok minął po chwili i zacząłem po głębokim wdechu opowiadać. Brnąłem w te bolesne i blade wspomnienia jak w bagno z którego masz już więcej nie powrócić. Płakałem jak małe dziecko, ale to tak bolało, tak bardzo, bardzo bolało. A on przytulił mnie. Nie widziałem czy płakał razem ze mną czy też śmiał się w duchu i przygotowywał ten tekst tak by stał się następną obelgą tego nie wiem ale wiem jedno jego słowa „ ćssiiiiiiiiii wszystko będzie ok.” i tym podobnie. Zmęczony dniem zasnąłem w jego ramionach.
Obudziłem się około godziny dziewiątej a do pociągu miałem cztery godziny. Rozejrzałem się po pokoju, ale nie zauważyłem go. Zacząłem się zastanawiać co on teraz o mnie myśli. Poszedłem do łazienki. Umyty i ubrany w czarny golf z białym napisem „Hope” ( dla niewiedzących słowo to z angielskiego znaczy „ Nadzieja” dop. Autora ) i czarne dżinsy, wyszedłem z niej i wszedłem do pokoju. Poczułem zapach gorącej czekolady.
- Śpioch się obudził hahaha. Głodny? – Spytał z uśmiechem na twarzy. Od razu wziąłem się za jedzenie kanapek i popijałem je czekoladą. – Ilona zawsze ci przynosiła jedzenie więc pomyślałem, że i ja mogę to zrobić.
- Dzięki za wszystko. – Odparłem. A było za co. On był jedyną osobą jak do tej pory która w nowym środowisku jeszcze mnie znienawidziła.
Spakowany i gotowy do wyjścia czekałem na Ilonę. Gdy przyszła odprowadzeni obelgami i parodiami ulgi iż wyjeżdżam i nie zobaczą mnie przez dwa tygodnie. Podjechaliśmy pod dworzec i kupiliśmy bilety. Okazało się że do pociągu zostało dwie minuty gdyż ma dodatkową stację. Szybko wsiadając do niego przed samym zamknięciem drzwi usiedliśmy w wolnym przedziale i spoglądając za okno rozmawialiśmy o tym co było.
/*\
Do Asme dojechaliśmy w trzy godziny. Na dworcu pożegnaliśmy się i musiałem obiecać iż wpadnę do nich w drugi dzień świąt. Słowa będzie trzeba dotrzymać. Wszedłem do bloku, który mieścił się od stacji nie całe dwie ulice. Wszedłem do mieszkania. Nie jest duże. Pokój, kuchnia, łazienka, przedpokój i wszystko. Dla mnie i tak wydaje się za duże, a i okolica nie jest za bezpieczna. Narkomani, pijacy i inne marginesy społeczne. Heh może nawet i ja się do nich zaliczam. Po rozpakowaniu rzeczy zjadłem i położyłem się spać jutro czekają mnie zakupy a póki nie ma pracy nie mam za dużo gotówki.
Dzień zaczął się jak zwykle. Nie zapowiadało się nic ciekawego. Po południu poszedłem do sklepu. Kupiłem taką małą choineczkę, taką żeby postawić na stoliku by była choć namiastką tej choinki z przed lat. Ozdoby na nią trochę jedzenia, i prezenty. Na groby rodziców Białe róże połączone w bukiecie z liliami a na grób brata piękne czerwone róże. Następnie wielki, bo sięgający mi do pasa biały pluszowy miś, paczkę czekoladek dla właścicielki i zostało mi już tylko na pociąg do szkoły w razie gdybym nie dostał od razu doli w pracy. Dziwię się sam sobie że w tak ciężkich chwilach martwię się czy zajmuję kimś innym ale nie sobą. Nigdy nie dbam o swój wygląd od niedawna też o reputację a o moje przyjaźnie. O znajomych i osoby mi bliskie. Wszystko było już gotowe. Choinka stała w pokoju na małym stoliczku obok niej stało zdjęcie moje i mojej rodziny. Jutro wigilia a więc trzeba będzie odwiedzić rodzinkę no a potem do Ilony, jest dla mnie jak siostra. Głośne pukanie otrzeźwiło poszedłem otworzyć. Za nimi stal chłopak. Miał czarne włosy sięgające ramion i błękitne oczy. Na oko miał ze dwadzieścia lat.
- Siemka młody, słuchaj masz może taśmę klejącą moja się skończyła a muszę jeszcze zakleić kilka pudełek z prezentami- dziwne wcześniej go tu nie widziałem skinąłem głową na tak i poprosiłem grzecznie o poczekanie. Wróciłem do pokoju i zacząłem szukać jej w jednej z szuflad. Gdy jej nie znalazłem wyprostowałem się by zobaczyć gdzie indziej ale poczułem silny ból w potylicy a później widziałem tylko ciemność i ból okropny ból.
/*\
Szedł słabo oświetloną ulicą. Numer mieszkania, który podała mu ta dziewczyna oraz odpowiedź na jego pytania : „ Jeśli chcesz by był szczęśliwy pokaż mu że go się nie brzydzisz, daj mu to co ma ode mnie a mianowicie przyjaźń może nie zaufa ci od razu, ale zobaczysz że jego miłość i dobro nie zna granic”. Uśmiechnął się w duchu. Staną przed blokiem, na oko z dziesięć pięter. A na czwartym mieszka ta pokarana za nic istota, którą należy chronić. Gdy wchodził na czwarty piętro było słychać płacz kobiety, jakąś rozmowę przez telefon z pogotowiem. Coś ścisnęło jego sercem. Przyspieszył kroku. Ujrzał w drzwiach dwie kobiety. Zapłakane. Podszedł do nich.
- Przepraszam szukam Maxa Knopa.- Kobieta drgnęła a z jej oczu poleciały łzy.
-Jest tam.- Wskazała palcem na pomieszczenie w którym to stały. Wszedł do środka. Ślady krwi były wszędzie. Podłoga ściany i meble. Wszedł do pokoju i skamieniał. Na łóżku leżał Max. Widok był okropny. Cięcia głębsze, płytsze pokrywały całe ciało. Dotąd biała pościel barwiła się krwią. Włosy były także nią sklejone. Ledwo oddychał. Daniel nie wytrzymał i wybiegł do toalety. Nachylony nad sedesem wymiotował na każdą myśl o tym. Po kilku minutach uspokoił się i wyszedł. Zobaczył jak policja zabezpiecza teren a pogotowie w pośpiechu zabierają umierającego chłopca. Usiadł na klatce schodowej wyciągnął telefon i zadzwonił do dziewczyny, która mogła coś na to poradzić. Z jego oczy płynęły łzy.


Hmmm.. Cóż w notce błędy, powtórzenia. Ale podobała mi się.. A ta tajemnicza dziewczyna to Ilona(Znaczy się ja?)a te chłopak to twój boy, którego uhh.. kochasz?..
OdpowiedzUsuń