Tę notkę dedykuję Kushinie za wsparcie jakie mi udzieliła i za to że jest ze mną w najgorszych chwilach.
Obudziłem się ze strasznym zmęczeniem. Bolało mnie wszystko. „Już nie uciekniesz mała dziwko jesteś teraz mój a ja nie lubię szanować swojej własności wolę ją raz a porządnie wykorzystać do granic możliwości….”
- Nie – wyszeptałem to na głos czy tylko we wspomnieniu?
„ Możesz się nie wiercić strasznie jesteś ciasny i źle mi wchodzi. Oooooh teraz dobrze a teraz ja….. No cóż nie wiem co widzą w tobie twoi klienci, ale jak dla mnie jesteś strasznie niedoświadczony w sprawach sprawiania przyjemności….”
- Nie! – „ Więc zobaczmy czy jesteś odporny na ból….. Och widać że jesteś zbyt delikatny ale ciekawe jak głośno wrzeszczysz z bólu…… Głośniej! Głośniej to dopiero połowa tego co dla ciebie przygotowałem…..”
- Nie!!!!!
- Max, Max obudź się to sen słyszysz? – Koś głaskał mnie po głowie. Kobiecy głos.
- Mama – wyszeptałem powoli otwierając oczy. Blask bieli z jednej strony uspokajał z drugiej drażnił. – Mamusiu czy ja nie żyję?- Zadałem głupie pytanie ale po części miałem nadzieję.
- Max to ja Ilona poznajesz? Max tak się cieszę- łkała w moją klatkę piersiową. – Spałeś, tracili cię znów było ok. ale potem znów to samo a przez ostatnie dwa i pół tygodnia nie dawali szans na to że się obudzisz. – Płakała rzewnie. Ja nie mogłem się ruszyć odezwać. Bolało mnie ciało i dusza, nie wiedziałem że będzie do tego zdolny. Życie nauczyło mnie że trzeba albo żyć w bezpiecznym miejscu z kimś kto się tobą zajmie albo umrzeć szybko i bez boleśnie.
-Ile ja tu leżę?
- Miesiąc – powiedziała ocierając łzy.- Gdyby nie Daniel nie wiem czy bym cię znalazła.- Zaskoczyło mnie. Gdyby nie on leżałbym pewnie gdzieś na cmentarzu nikt by o mnie nie wiedział. Długo rozmawialiśmy ze sobą. Okazało się że on chciał mnie odwiedzić a gdy przyszedł….. Podobno mój stan był okropny i tylko cud mnie uratował. Nauczyciele też pytali Ilony co ze mną. Pani z bloku też mnie odwiedzała to jej córki usłyszały krzyki i przyszły sprawdzić. Sprawca zbiegł przez okno na linie. I tak było co dzień przez dwa tygodnie. Ilonka mówiła mi że Daniel chodzi smutny, przygaszony, i dziwnie nerwowy jeżeli chodzi o temat mój lub mojego wypadku. Poprosiłem by przyszedł. Chciałem go zobaczyć, podziękować może wszystko się jakoś ułoży. Nie, nie będzie jak dawniej, nie mam gdzie zamieszkać ten typ może tam wrócić i mnie…. Boże co ja teraz zrobię….
Dwa dni później Daniel przyszedł do mnie. Jego blada twarz była uśmiechnięta, gdy mnie zobaczył, ale jego wzrok mówił co innego. Wyrażał smutek, współczucie i rządzę zemsty. Widocznie bardzo się mną przejął. Ale nawet ja musiałem przyznać że wyglądał bosko.
Dlaczego – zapytał siadając obok mnie na krześle- dlaczego wszystko co złe musi zawsze trzymać się ciebie? Nigdy bym nie pomyślał, że tak krucha i piękna istota może zostać tak potraktowana.- Do jego oczu napływały łzy, ale nie pozwolił im spłynąć- Boże, ja chciałem dać ci na święta prezent, taki którego nie dostałbyś od nikogo innego. Ale teraz przyda ci się dach nad głową i spokój więc….. Chcę abyś zamieszkał razem z nami w naszym domu. – Nie wiedziałem co mam zrobić. Odmówić czy się zgodzić. Chyba raczej tak. Nie mam gdzie mieszkać, strach przed nim, opieka zanim rany się zagoją też się przyda.
- Dziękuję ci. – Wyszeptałem i zacząłem płakać. Przytulił mnie. Ja niestety nie mogłem się ruszyć. Nawet szloch sprawiał mi większy bądź co bądź ból.
/*\
Cztery tygodnie spędzone w szpitalnych salach. Cierpienia nocą gdy koszmar powracał, a ja nie mogłem tego powstrzymać. Pod konie ostatniego tygodnia mogłem już jako tako chodzić. Lecz przy dalszych odległościach, rany w odbycie otwierały się i mocno krwawiły. Brzydziłem się sobą i tylko raz tylko Ilona była przy zmianach opatrunków na ciele. Widok był okropny. Rany płytkie, głębokie, wypalane, mocniej poszerzane, jednym słowem szew na szwie. Daniel widział te rany gdy były świeże. Przepraszałem go, ale sam tak naprawdę nie wiedziałem za co. I w przed ostatni dzień mojego pobytu nie wytrzymałem. Ten sen był taki realistyczny. Nie pamiętam skąd wziąłem szkło. Liczyło sobie ulżyć. Ulżyć światu. Przejechałem po pierwszym szwie. Pękł. Krew płynęła gęstym strumieniem. Następne i następne. Ale w końcu coś mi się przypomniało. Przecież ja kocham Daniela! Na Boga dlaczego ja to robię! Ostatnią rzeczą jaką, pamiętam był jego głos i ciemność.


O.o.*Cisza*
OdpowiedzUsuńNie no totalnie mnie wrywło..
I co teraz? Znowu się tniesz?!*Syk wściekłości*
KUR..*Urywa w połowie* Normalnie cię uduszę!! =.=*Mord w oczach*.. xD