Rozdział 5
Ranek, a co za tym
idzie- jak się później okazało – nie należał do najlepszych. To dziś zaczynał
się mój już nie za pomocą prywatnie udzielanych lekcji drugi semestr. Marzec
jak przystało na angielską pogodę był jednym z bardziej niż beznadziejnych dni.
Daniel od rana chodził coraz bardziej smutny, a ja no cóż bałem się to mogę
szczerze powiedzieć. Ilona jest chora i leży w domu, a kto wie co Dawid mógł
naopowiadać. W ciągu tych kilku miesięcy jakie spędziłem tu w domu zrobiłem jak
to mówi Dan duże postępy ku nowemu i miejmy nadzieję lepszemu życiu. Zwolniłem
się z pracy, zerwałem stare kontakty, zmieniłem numer, ale jedno się chyba już
nigdy nie zmieni. Chodzi o mój wygląd. Plecy, ręce, kawałkiem i nogi rany w
tych miejscach goją się wolno i pozostaną duże i obleśne blizny. Stało się. Nie
dość że jestem prawie kaleką, ex szmatą, gejem, to jeszcze zboczyłem
najprzystojniejsze ciacho w budzie, a czy to moja wina, że się we mnie
zakochał? Nie, ale mimo to czuję na sobie jakiś ciężar, że byłem tylko piątym
kołem u wozu. Oczywiście Daniel nigdy nie dał po sobie poznać, że jemu jest
ciężko, że trzeba mnie przytulić, pocałować, uspokoić, gdy zawsze powracał
jeden i ten sam koszmar. Boję się wracać do starego mieszkania więc jak tylko
znajdę jakąś LEPSZĄ pracę za odłożone pieniądze wynajmę kawalerkę a jak
uzbieram więcej to kto wie może wpłacę jakąś ratę za własne cztery ściany.
Marzenia. Moje chyba od zawsze były zbyt nierealistyczne. Chęć śmierci- pomimo
że byłem już tak blisko, nie udało się. Chęć bycia przy Danym to jedno się
spełniło jak na razie. Gdy teraz jadąc autobusem patrzę na jego piękne czarne
oczy, tego samego koloru włosy, i bladą cerę ile przeze mnie przeszedł ile
wytrzymał, kocham go jeszcze bardziej. Ale czy on mnie też? Ciągle mnie to nurtuje.
Ale zawsze on okazuje mi to z dnia na dzień coraz czulej. On też mi się
przygląda, czule, z troską jakbym był dla niego kruchą laleczką zrobioną z
porcelany.
Wysiedliśmy na
przystanku przed samym budynkiem internatu. Do szkoły mamy przejść przez
jezdnię, ale że dziś niedziela nikt się tam nie garnął. Wszyscy siedzieliśmy w
swoich pokojach. Ja i Daniel byliśmy sami. Leżeliśmy na łóżku wsłuchując się w
muzykę płynącą z radia.
Światło księżyca
ujawnia smutek
Iluminujące chłodem
Rozpacz i przyszłość,
Które przyjaźnią się wewnątrz ciemności
Iluminujące chłodem
Rozpacz i przyszłość,
Które przyjaźnią się wewnątrz ciemności
Co
teraz będzie jeżeli ktoś się dowie? Mi nic bo do obelg przywykłem, ale co
będzie z Danielem?
Zmieniając
sekret, który mi powierzyłeś, w znak
Idę dalej poprzez ciszę granatowej nocy
Idę dalej poprzez ciszę granatowej nocy
Jak
to przyjmie?
Lacrimosa
Jeszcze jeden raz, chciałabym kochać ten promienisty świat,
Który roztrzaskał się daleko stąd i zniknął
Ukryj swoje marzenia we własnych oczach
Aż do momentu kiedy łzy zaczną kapać
Na Twe posępne serce.
Jeszcze jeden raz, chciałabym kochać ten promienisty świat,
Który roztrzaskał się daleko stąd i zniknął
Ukryj swoje marzenia we własnych oczach
Aż do momentu kiedy łzy zaczną kapać
Na Twe posępne serce.
Dzień
chyli się ku zachodowi. Czuły pocałunek na mym czole
Tajemnicza kareta
rozdziela ciemności
I zmierza w kierunku światła
Pułapka zwana marzeniami
Wabi nas prosto w płomienie
I zmierza w kierunku światła
Pułapka zwana marzeniami
Wabi nas prosto w płomienie
-Kocham
cię. – Tak mało słów… Tak wiele znaczą….
Żadnego rodzaju krzyk nie dotrze
Do bezlitosnych bogów w niebiosach
Lacrimosa…
Do bezlitosnych bogów w niebiosach
Lacrimosa…
Rozpalamy drwa,
Aby pewnego dnia spaliły niebo
Aby pewnego dnia spaliły niebo
Lacrimosa
Chcę bez strachu kochać ten przesiąknięty krwią świat,
W którym się narodziłam
Bardziej niż uzyskać przebaczenie, to Ty wybacz i uwierz we mnie
Policz ilość chwil pełnych płaczu
Na tej posępnej ziemi
Chcę bez strachu kochać ten przesiąknięty krwią świat,
W którym się narodziłam
Bardziej niż uzyskać przebaczenie, to Ty wybacz i uwierz we mnie
Policz ilość chwil pełnych płaczu
Na tej posępnej ziemi
Lacrimosa…
Pocałunek na
ustach złożony przez mego obrońcę…..Kolejny….Wybawiciela….Niżej, czulej,
rozpalając zmysły…..Nic się nie liczy…. Liczysz się ty, my, razem, na zawsze po
przez wieki… Cały czas razem.- Nigdy cię nie zostawię- językiem pieści mą skórę na szyi- będziemy razem zawsze.- Zjeżdża niżej. W pół nadzy. Pieści moje sutki. Delikatnie przygryza i ssie na przemian.
- Kocham….Ach…- rozkosz płynąca z gorących ciał. Ale czy ta przyjemność nie była mą zgubą? Do oczu napływają łzy gdy jego usta znajdują się na linii spodni- Przestań- słaby głos ale znaczy tak wiele. Pieszczoty zostały zaprzestane. Lecz łzy mieszają się ze wspomnieniami. Bolą. Płacz, to jedyne co mi zostało. Czuję że obejmuje mnie, przykrywa, całuje i szepce.
- Poczekam, aż będziesz gotowy. Kocham cię duszą a nie pożądam ciałem, Kocham….


O_o.. Hmm.. Ciekawe, ciekawe. Parę błędów było, ale tak to hmm^o^.. Fajne:D xD
OdpowiedzUsuń